DARMOWA DOSTAWA OD 299 ZŁ

Virgo Fidelis - katolickie produkty dla rodzin

Przedpoście – zapomniany okres przygotowania do Wielkiego Postu

utworzone przez | sty 31, 2026 | Edukacja domowa, Rok liturgiczny w rodzinie | 0 komentarzy

Czy wiesz, że nasi przodkowie pościli nie 40, ale aż 63 dni przed Wielkanocą? Kiedy dziś z ulgą odliczamy tygodnie do końca Wielkiego Postu, warto przypomnieć sobie praktykę, która przez wieki kształtowała duchowość polskich katolików, a która dzisiaj niemal całkowicie odeszła w zapomnienie. Historia przedpostu w Polsce to fascynująca opowieść o surowej pobożności, o starciu kultur i o tym, jak tradycje religijne ewoluują w czasie.

Trzy niedziele przed Popielcem – Septuagesima, Sexagesima i Quinquagesima

Przedpoście to okres od Siedemdziesiątnicy do Środy Popielcowej, obejmujący trzy charakterystyczne niedziele, które do dziś noszą w polskiej tradycji ludowej niezwykłe nazwy. Niedziela Siedemdziesiątnicy nazywana była Niedzielą Starozapustną, Niedziela Sześćdziesiątnicy – Niedzielą Mięsopustną, a Niedziela Pięćdziesiątnicy – Niedzielą Zapustną. Same te nazwy – Septuagesima, Sexagesima, Quinquagesima – brzmią dziś obco, ale dla naszych przodków wyznaczały one rytm roku liturgicznego równie wyraźnie, jak dzisiaj Środa Popielcowa.

Skąd wzięły się te dziwne nazwy liczbowe? System był prosty, choć może nieco zagadkowy: jeśli szósta niedziela przed Wielkanocą nosiła nazwę Quadragesima (czterdziesiątnica), to kolejnym niedzielom nadawano logicznie nazwy Quinquagesima (pięćdziesiątnica), Sexagesima (sześćdziesiątnica) i Septuagesima (siedemdziesiątnica). Choć nazwy te nie oznaczały dosłownie liczby dni do Wielkanocy, tworzyły harmonijny system liturgiczny.

Co charakteryzowało ten okres? Już od Siedemdziesiątnicy w liturgii znikało radosne „Gloria” i „Alleluja”. Kościoły tonęły w pokutnej ciszy. Co więcej – nie wolno było w tym czasie zawierać małżeństw, podobnie jak przez cały Wielki Post. Był to czas stopniowego wchodzenia w atmosferę pokuty, duchowego przygotowania do najsurowszego okresu roku liturgicznego.

Dlaczego w dawnej Polsce poszczono aż 9 tygodni przed Wielkanocą

A teraz najciekawsze: w średniowiecznej Polsce post nie rozpoczynał się od Środy Popielcowej, jak dzisiaj, ale właśnie od Siedemdziesiątnicy. Oznaczało to dziewięć pełnych tygodni wstrzemięźliwości przed Wielkanocą!

Najstarsze świadectwa przedpostu w Polsce

Najstarsze świadectwo tej praktyki pochodzi od biskupa Thietmara z Merseburga, który w 1018 roku zapisał zdumiewającą notatkę: „I kogo schwycą jedzącego mięso po siedemdziesiątnicy, ciężko bywa karany wybiciem zębów”. Surowo? Owszem. Thietmar jednak tłumaczył to młodością polskiego chrześcijaństwa: „Lex namque divina in his regionibus noviter exorta, potestate tali melius, quam jejunio ab Episcopis instituto corroboratur” – prawo Boskie, nowo w tym kraju wprowadzone, lepiej utrwala się takim przymusem.

Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć: te pierwsze dwa tygodnie, od Siedemdziesiątnicy do Środy Popielcowej, były tylko dnami wstrzemięźliwości od mięsa, nie surowego postu. Dopiero od Popielca przez 40 dni obowiązywał post ścisły. Tak wynika z Legendy o św. Wojciechu (XII wiek): „per duas ebdomadas praecedentes ab esu dumtaxat carnium se abstinent” – przez dwa poprzedzające tygodnie wstrzymywano się jedynie od spożywania mięsa.

Mogło się więc wtedy jeść nabiał, jaja, masło, ser – produkty, które później, w ścisłym poście wielkopostnym, były już zabronione. To istotne rozróżnienie, bo pokazuje, że surowa polska praktyka miała jednak swoje stopnie i odcienie.

Skąd przybyła tradycja dziewięciotygodniowego postu

Długi czas historycy się nad tym łamali głowy. Sam Jan Długosz zapisał, że zwyczaj ten był „na wzór pierwotnego Kościoła i obrządku, jakiego Kościół wschodni dotychczas się trzyma”. To sformułowanie przez lata wprowadzało w błąd, sugerując wschodni rodowód polskiego przedpostu.

Prawda jest jednak inna, co udowodnił prof. Modelski w swojej pionierskiej rozprawie z 1912 roku. Post dziewięciotygodniowy przyszedł do Polski z Zachodu, a konkretnie z prowincji magdeburskiej i burgundzkiej. W IX i X wieku praktyka taka była znana w Niemczech – wspomina o niej synod w Wormacji z 868 roku, a sam cesarz Henryk II, jak zapisał Thietmar, „quia septuagesima tunc instabat, carnem deposuit” – gdy nadeszła Siedmdziesiątnica, zaprzestał jedzenia mięsa.

Prawdopodobnie dużą rolę w rozpowszechnieniu tej praktyki odegrali cystersi z Morimond oraz inne zakony benedyktyńskie, szczególnie te związane z reformą kluniaceńską. A może faktycznie – jak chce ludowa legenda – św. Wojciech, sam uczeń św. Romualda i zwolennik surowych umartwień, swoim autorytetem utrwalił ten zwyczaj w polskim Kościele?

Przedpoście w praktyce – życie codzienne

Jak to wyglądało w rzeczywistości, na co dzień? Na szczęście zachowały się fascynujące źródła – Rachunki dworu króla Jagiełły z lat 1388-1420. Te drobiazgowe księgi rachunkowe są prawdziwą kopalnią wiedzy o tym, co jedzono na dworze królewskim w poszczególne dni.

W środę przed Popielcem na stole: chleb, piwo, masło, ser, jaja. W sobotę: ryby, ser, masło, jaja, jagły (czyli proso), chleb, piwo. A w piątek – tu post był najsurowszy – tylko ryby, śledzie, bób i piwo. Jak widać, menu postne było zróżnicowane, ale skromne. Żadnego mięsa, oczywiście, ale dość produktów, by nie głodować.

Na dworze królewskim przepisy przestrzegano bardzo ściśle. Ciekawy szczegół: dla Rusinów, którzy znajdowali się w otoczeniu króla, w środę nie wydawano nabiału (bo oni pościli surowo według wschodniej tradycji), ale w sobotę dostawali mięso – bo Kościół wschodni nie uznawał postu sobotniego.

Tradycje rodzinne również dostosowywały się do przedpostu. Zapusty – te huczne biesiady i tańce – zamykano już po Niedzieli Starozapustnej. Ostatnie wesela przed Wielkanocą odbywały się więc wcześniej niż dzisiaj. Rozrywki i zabawy ustępowały miejsca skupieniu.

Różnice stanowe oczywiście istniały. Najsurowsze rygory zachowywali zakonnicy – niektórzy z nich w określone dni poprzestając tylko na chlebie i wodzie. Pobożni świeccy, jak św. Jadwiga czy św. Kinga, również praktykowali tak surowy post nawet w soboty. Ale przeciętna szlachta i mieszczanie trzymali się przepisów, jakie znamy z rachunków królewskich.

Synod wrocławski 1248 – moment przełomu

Konflikt narastał powoli. W XIII wieku do Polski przybywały coraz liczniejsze grupy osadników niemieckich. Przynosili ze sobą swoje zwyczaje, swoją kulturę – i swoje przepisy postne. A te były już inne: w Niemczech od dawna post rozpoczynano dopiero od Środy Popielcowej.

Niemieccy koloniści kategorycznie odmawiali poszczenia już od Siedemdziesiątnicy. Biskupi polscy, broniąc rodzimej tradycji, grozili im ekskomuniką. Niemcy odpowiadali, że „progenitores ipsorum consuevissent usque ad feriam tertiam ante diem Cinerum comedere semper carnes” – ich przodkowie zawsze jedli mięso aż do środy przed dniem popiołu, i z takim właśnie zwyczajem przybyli do Polski.

Spór się zaostrzał. Wreszcie w 1248 roku, pod przewodnictwem legata papieskiego Jakuba, odbył się we Wrocławiu synod prowincjonalny. Legat zajął stanowisko kompromisowe, uwzględniając argumenty obu stron. Uznał, że różnorodność praktyk postnych jest w Kościele czymś naturalnym, odwołując się do słów św. Pawła: „Esca nos non commendat Deo” – pokarm nas nie poleca Bogu.

Postanowiono więc, że odtąd nikt nie może być zmuszany do zachowywania postu od Siedemdziesiątnicy. „Nullus compellatur” – brzmiała formuła. Każdy mógł wybrać: albo trzymać się polskiej tradycji dziewięciotygodniowego postu, albo rozpoczynać dopiero od Środy Popielcowej, jak na Zachodzie.

To był przełom. Klątwy rzucone na Niemców zostały zniesione. Dawny zwyczaj powoli zaczął zanikać, choć – co ciekawe – dla zakonników synod budziński z 1279 roku podtrzymał jeszcze obowiązek starszej tradycji. W pamięci narodu przetrwały już tylko nazwy: Starozapustna, Mięsopustna, Zapustna.

Przedpoście jako czas modlitwy i przygotowania duchowego

Przedpoście to nie tylko kwestia jedzenia. To był czas intensywnej modlitwy i przygotowania duchowego. W najdawniejszych wiekach chrześcijaństwa odbywały się wtedy nabożeństwa stacyjne – wierni zbierali się w określonych kościołach na czuwaniach i modlitwach pokutnych.

W średniowiecznej Polsce praktykowano modlitwy pokutne, rozpamiętywanie męki Pańskiej (szczególnie w piątki), jałmużnę. Była to stopniowa droga w atmosferę Wielkiego Postu – nie gwałtowne przejście z karnawału do ascezy, ale łagodne wchodzenie w tajemnicę.

Przygotowanie przez post, modlitwę i uczynki miłosierdzia – to była triada przedpostu. Wspólnota gromadziła się na wspólne modlitwy. „Czuwanie” jako forma umartwienia miało także swoje miejsce w tej duchowej przygotowawczej drodze.

Czy warto dziś wrócić do idei przedpostu?

Przedpoście odeszło. W kalendarzu liturgicznym posoborowym niedziele Septuagesimy, Sexagesimy i Quinquagesimy w ogóle nie istnieją. Czy jednak ta dawna praktyka nie ma nam nic do powiedzenia?

Stopniowość – to pierwsza lekcja. Nasi przodkowie nie rzucali się od razu w wir surowej ascezy. Najpierw dwa tygodnie łagodniejszej wstrzemięźliwości, potem dopiero post właściwy. To mądre podejście, które pozwala duszy i ciału przyzwyczaić się do zmiany.

Może warto pomyśleć o tym, by nie czekać do Środy Popielcowej z naszymi postanowieniami? Wykorzystać niedziele przedwielkopostne na wspólne planowanie rodzinnego Wielkiego Postu? Zastanowić się, czego się wyrzec, co ograniczyć, jaką modlitwę podjąć?

Tradycje rodzinne warte przywrócenia to także ograniczenie rozrywek już przed Popielcem. Prostsze menu w ostatnie dni przed postem – nie huczne przyjęcia, ale skupienie. To wszystko może pomóc w psychologicznym i duchowym przygotowaniu, w uniknięciu gwałtownych zmian, które często prowadzą do zniechęcenia.

Odkryj na nowo przedpoście

Historia przedpostu w Polsce to nie tylko ciekawostka z przeszłości. To świadectwo głębokiej wiary naszych przodków, ich gotowości do wyrzeczeń, ich rozumienia, że droga do Wielkanocy wymaga przygotowania. To także dowód na to, jak tradycje religijne ewoluują – nie zawsze liniowo, nie zawsze w jednym kierunku, ale zawsze w dialogu z konkretnymi warunkami życia wspólnoty wierzących.

Dziewięciotygodniowy post był surowy – może zbyt surowy dla współczesnego człowieka. Ale sama idea stopniowego wchodzenia w pokutę, świadomego przygotowania się do największych świąt chrześcijaństwa, duchowego „czuwania” – to wartości ponadczasowe.

Może właśnie teraz, gdy jesteśmy jeszcze przed Wielkim Postem, warto pomyśleć: co z tego bogatego dziedzictwa mogę przejąć? Jak mogę uczcić pamięć tych, którzy przez wieki kształtowali polską pobożność? Nie chodzi o niewolnicze odtwarzanie dawnych praktyk, ale o zainspirowanie się ich duchem. Wiele inspiracji dotyczących Przedpościa, Wielkiego Postu i tego jak możesz przeżyć go z dziećmi znajdziesz w Rodzinnej Paczce Liturgicznej, gdzie oprócz katechezy znajdziesz zadania dla dzieci pomagające wejść im w rytm i powagę tego okresu

A Ty – czy znasz tradycje postne w swojej rodzinie? Może Twoja babcia jeszcze pamięta jakieś zwyczaje związane z przedpostem? Podziel się w komentarzach!

Niech ten wpis będzie zachętą do pogłębienia praktyk wielkopostnych, do świadomego przeżywania trzech niedziel przed Popielcem. A jeśli szukasz konkretnych wskazówek, jak dobrze przeżyć Wielki Post – zajrzyj do innych artykułów na naszym blogu. Tradycja jest żywa tylko wtedy, gdy żyją nią konkretni ludzie. Niech żyje w nas.

5 1 głos
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
0
No products in the cart
0